|
Kilka miesięcy przeleciało. Z wczesnej wiosny zrobiło się upalne lato. Z moich kilku miesięcy zostały 46 dni.
Nie bez nerwów uzyskałam zawód Politologa. Zdałam sesję lepiej niż jakąkolwiek wcześniej, jednocześnie pisząc prace, ucząc się 50 zagadnień z 3 lat studiów, a w tym czasie pracowałam w pełnym wymiarze godzin. Kilkakrotnie polały się łzy braku sił i złamanych ambicji. Za każdym razem jednak kazano mi przestać beczeć i działać,a w piątek obiecywano piwo. I tak trwałam od piątku do piątku. Nie licząc nocy nieprzespanych, pisząc mądrości na kolanie w tramwaju w drodze do pracy i wciąż pachniałam kawą, która miała mi zapewnić jasność umysłu. Obroniłam się jednak przed nadzwyczajnym profesorem doktorem habilitowanym z wynikiem dobrym. Nawet recenzje dostałam wysokie. Teraz nauki dość. Choć mam czasem uczucie jakiejś pustki. Nie czekam na nowy semestr, nie wiem czy mi "wypada" tak NIE-CZEKAĆ. Nabieram dystansu do naszego wyjazdu i zbieram wspomnienia. Każdy weekend to niezapomniana wycieczka. Gdzieś z plecakiem, bułką w ręce, namiotem. Pijąc czeskie alkohole, kąpiąc się rano w jeziorze, śpiąc z piaskiem w uchu w samochodzie. Dzieją się dziwne rzeczy, a może to ja, ze świadomością ich końca, przypisuję temu wszystkiemu znaczenie. Bo płaczę czasem, jak mnie tak przytulą razem i mówią, że jestem ich gryfno frelka. I jak teraz sobie pomyślę... wszystko to, do czego kiedyś stałam w opozycji jest dziś moją wartością. Młodość tamta uciekła bezpowrotnie,a zapisy w pamiętniku są dziś zupełnie absurdalne. Name: Komentarze: 14.10.2007 :: 10:46 :: 88.156.28.10 12.10.2007 :: 10:56 :: 87.239.244.5 01.10.2007 :: 20:09 :: 62.111.133.21 05.09.2007 :: 11:59 :: 83.30.24.147 25.08.2007 :: 22:27 :: 83.15.218.132 26.07.2007 :: 19:54 :: 83.14.217.10 24.07.2007 :: 17:21 :: 83.13.116.155 |